czwartek, 25 września 2014

Typowo niemieckie... Co najbardziej kojarzy się z Niemcami?

Porządkując ostatnio rzeczy z podróży natrafiłam na pocztówkę, którą kupiłam z zamiarem wykorzystania przy zajęciach "Landeskunde" (krajoznawstwo) z młodzieżą. Przedstawia ona różne motywy uznane przez grafika/projektanta za typowo niemieckie. Einfach "typisch Deutsch" (po prostu "typowo niemieckie") to między innymi tradycyjne kapelusze ze Schwarzwaldu, niemiecki bauer (chłop, rolnik) który po dokładniejszej analizie akcesoriów okazał się jednak górskim wędrowcem, drewniany dziadek do orzechów (tradycyjna ozdoba świąteczna z Rudaw), widok na Zugspitze (najwyższy szczyt Niemiec), dolina Renu czy zamek z Alpami w tle. Z kulinariów króluje piwo, precel, kurczak, mięsiwa, ogórki i tradycyjny wiśniowy tort ze Szwarzwaldu. Są również kwiaty: słonecznik, lilia i szarotka. Wiatrak może budzić trochę wątpliwości. Jedynym rozpoznawalnym symbolem konkretnej marki jest znak mercedesa, mający zapewne podkreślić osiągnięcia niemieckiej motoryzacji. Pomijając nadreprezentację południowych regionów Niemiec, całość stanowi ładną kartkę do wysłania za granicę. Nawet bez podpisu, adresat powinien bez trudu rozpoznać kraj, z którego przyszła pocztówka.
 

Temat realizowany z młodzieżą czy dziećmi jest o tyle trudny, że pierwsze co się nasuwa na myśl rozmawiając o Niemczech to PIWO. Niemieckie piwo, którego chce skosztować niemal każdy dorosły uczestnik moich wycieczek po Berlinie. Pamiętamy zapewne krótki ale bardzo udany filmik, jaki krążył po portalach społecznościowych przed i po meczu Niemiec z Brazylią podczas tegorocznych mistrzostw świata w piłce nożnej. :)
 

Drinku z egzotycznych owoców nie rozwala kieliszek frankońskiego wina ani gorzałka z Nordhausen ani nawet Jägermeister, tylko wielki, litrowy kufel piwa. Nieprzypadkowo producentem filmiku jest bawarska radiostacja BAYERN 3. Wszak to na południu, w Monachium, podczas dwutygodniowego Oktoberfest, Niemcy przelewają najwięcej hektolitrów piwa w ciągu roku. Ale w Europie pod względem spożycia na osobę (nie produkcji) ciągle wyprzedzają ich Czesi.
 
Kufel piwa, precle i bawarskie stroje dominują również w internecie, w grafikach prezentujących Niemcy jako kraj. Czy rzeczywiście należy je łączyć tylko ze świętem piwa?
 
Zapraszam do krótkiej zabawy: wyobraźmy sobie, że jesteśmy grafikiem w wydawnictwie i naszym zadaniem jest przedstawić nowy projekt mapy Europy dla dzieci. Takiej mapy, gdzie obok nazw państw pojawiłyby się kolorowe obrazki, nasuwające skojarzenia z danym krajem. Dla każdego państwa przewidziane są trzy symbole: jeden z architektury/krajobrazu, jeden z kulinariów i jeden ogólnie ludowo-narodowy. Co znalazłoby się w środkowej Europie?
 
Poszukałam trochę w necie i znalazłam dwie mapy, do których umieszczam linki.
1. Europa dla dzieci - pierwsza mapa jest o tyle interesująca, że jej północne i wschodnie granice kończą się na Dani, Niemczech i Austrii :) Przygotowana przez brytyjską firmę. W Niemczech znajdziemy architektoniczne akcenty: Bramę Brandenburską i katedrę w Kolonii. Z kulinariów jest kiełbasa, piwo i wino oraz... krowa. Jest również fabryka samochodów, kopalnia i najpewniej stocznia. A ponadto Niemcy to wg Brytyjczyków najbardziej zielony kraj w Europie, co podkreślają liczne drzewa.
2. Europa dla dzieci - druga mapa jest nie tylko bardziej poprawna politycznie ale też i społecznie. Nie zobaczymy na niej bowiem żadnej butelki czy kieliszka. W Niemczech ponownie pojawia się Brama Brandenburska, port, kiełbaska, precel. Są góry i co bardzo ważne: piłka nożna :)
 
Jeśli chcesz się podzielić swoją wizją Niemiec na mapie Europy dla dzieci, zapraszam do komentowania pod postem na stronie FB Podróże po Niemczech - Joanna Czupryna.
 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Germany Tour 2014 [1]

Niemieckie Koleje przedstawiły dziś sezonową ofertę, dzięki której z jednym biletem można bez ograniczeń podróżować po całym kraju przez kolejne 30 dni. Deutschland-Pass (DP, Paszport po Niemczech) to propozycja przede wszystkim dla tych, którzy w letnie miesiące dysponują wolnym czasem i mogą spontanicznie podejmować decyzje o podróżach. Cena biletu jest zróżnicowana w zależności od wieku nabywcy oraz klasy wagonu. Więcej o Deutschland-Pass 2014 na tej stronie.
 
Z tej wyjątkowej oferty korzystam co roku, odkąd została wprowadzona. Za pierwszym razem było to 30 dni, ale w kolejnych latach (poza 2011, kiedy nie było w sprzedaży Deutchland-Pass) bilet kupowałam dwukrotnie, starając się wykorzystać maksymalnie z 60 danych dni podróży. Doświadczenia są różne. W 2010 roku nie miałam stałej bazy w Niemczech, dlatego wyprawy podzieliłam na trzy etapy z noclegami, trwające po 7-8 dni. pomiędzy nimi zjazdy do Polski na wymianę rzeczy, wielkie pranie, krótki odpoczynek i dalej w drogę. Kolejnego lata, ku wielkiemu rozczarowaniu, oferty nie powtórzono i sądziłam, że była to jednorazowa akcja. Letni czas wykorzystałam więc jeżdżąc przez trzy miesiące po Brandenburgii, za każdym razem z biletem miesięcznym na całą sieć związku komunikacyjnego VBB. Efekty, w postaci zagęszczenia odwiedzonych miejsc widać na mapie moich podróży. W 2012 roku oferta pojawiła się nagle i niespodziewanie, wzbudzając mój niepohamowany zachwyt i mimo zarezerwowanego lotu do Korei we wrześniu, dwa miesiące przed, rozbijałam się po Niemczech, powtarzając w pociągach koreańskie słówka. Wydawało mi się, że startując z Berlina, podróże będą znacznie łatwiejsze i efektywniejsze niż w 2010 roku. Nic bardziej mylnego. Oszczędzając na noclegach, wyjazdy i powroty do stolicy tego samego dnia okazały się nad wyraz męczące. Żeby dojechać o w miarę przyzwoitej porze gdzieś w rejony Nadrenii-Północnej Westfalii należało stawić się na dworcu koło 4.00 rano, a powrót był tuż przed północą. Trzeba było racjonalizować wyjazdy. Jeden dzień wypad dalej, kolejny raczej blisko, tak, żeby można było się wyspać ;) W 2013 roku moje kolejowe plany popsuła nieco powódź. Wezbrane wody Łaby uszkodziły szybkie połączenie, z którego korzystały pociągi jadące z Berlina w kierunku zachodnim i południowo-zachodnim. Zorganizowane objazdy oznaczały start podróży nawet o 3.00 nad ranem i brak na trasie niektórych węzłów kolejowych. Dłużący się odcinek Kassel-Wilhelmshöhe-Göttingen-Berlin wychodził mi bokiem... Pewną nowością w ofercie była jednak możliwość podróży przez dwa następujące po sobie dni po Austrii i/lub Szwajcarii (po dwa dni na każdy kraj). Dzięki temu odwiedziłam po raz pierwszy w życiu kraj Helwetów, wybierając za cel dolinę "Szczęka-Opada-Już-Na-Dworcu", czyli Lauterbrunnen :)
 
Każdego roku nowe doświadczenia i nie inaczej będzie teraz, bowiem po raz pierwszy zdecydowałam się kupić miesięczny bilet na I klasę. Cena, choć wyższa o 25%, i tak pozostaje daleko bardziej atrakcyjną od spontanicznie podejmowanych i opłacanych tuż przed odjazdem podróży. Mały przykład: gdybym dzisiaj chciała zakupić na jutro bilet na wybrane połączenie do Hamburga (w tą i z powrotem) zapłaciłabym za pierwszą klasę 148 euro. A to dopiero początek. Pojutrze udaję się do małej miejscowości, niedaleko Bonn i za tą podróż przyszłoby mi zapłacić 238 euro (wliczając powrót w piątek). Pomijając brak elastyczności (na bilecie jest dokładnie godzinowo rozpisane opłacone połączenie, w razie spóźnienia na dworzec jest kłopot), to cena tylko tych dwóch wyjazdów jest już bliska cenie mojego 30-dniowego biletu (Deutschland-Pass), wynoszącego 409 euro.